Ufff... o mały włos całkiem nie zbłądziłam w tym komputerowym lesie. Wystarczyła dłuższa przerwa i pogubiłam ścieżki prowadzące do mojego domku na polanie. Do mojego bloga. Przerwane wątki opowieści przy wrzecionie...
Porwał mnie świat. Wichry, zamiecie, zadymki wydarzeń. Sprawy i ludzie. Urodziła się w tym wszystkim moja powieść. Długo wyczekany moment. "GEORGE" przyszedł na świat 5 maja. Wciąż nie mogę uwierzyć, że jednak się udało, że jest - co prawda nie tak "przyodziany", jak sobie wymarzyłam, ale - jest! Gotowy. Teraz będzie łatwiej. Moje "dziecko". Trzeba je będzie jeszcze "dopieścić", jeszcze troszkę pohołubić, pokołysać, żeby nie płakało...
Za oknem świat zielony, kwiecień, wiosna. I dni upływające pod znakiem astrologicznego Byka. Ten Byk to ja, lecz także i "GEORGE". Kwietniowy. Tak myślę - na szczęście, na powodzenie, na dobry początek dobrych zmian? Pełnia i obfitość. Radości i smaki życia. Zobaczymy, co da mu świat, a on - światu.
Trochę dziś jestem spłoszona, rozbiegana, zła. Sprawy i ludzie, ludzie i sprawy. Kryzys, pieniądze, awantury. Nitka się rwie, wrzeciono stuka niemiarowo i ogień przygasa. Chłód. Szukam w pamięci jakiegoś miłego motywu, wątku, myślę o miłej kołysance, by ukoiła rozedrgane nerwy, by odegnała to, co złe, by otuliła głowę ciepłym szalem zapomnienia.
No i wybuchło! Wystarczy coś niechcący potrącić, nacisnąć nieopatrznie jakiś klawisz i cała praca znika, nitka się rwie.
Złapałam, ale ile mnie to kosztowało! Oj, trzeba uważać...
Kołysanka. Na dobranoc. Coś miłego... Pod ręką mam "GEORGE"a. Przerzucam kartki... coś miłego... Niełatwo w niej znaleźć coś miłego, ale jest, mam - wycieczka do świata marzeń:
"Długo i z namysłem projektowałam piękny, jasny dom, z dużą werandą i przytulnym salonem, w którym centralne miejsce zajmował kominek w stylu angielskim. Od dawna, może od zawsze kocham takie kominki i żywy ogień w domu, zapach dymu i palącego się drewna. Szkicowałam w wyobraźni najmniejsze szczegóły. Każdej wiosny od nowa sadziłam małe, karłowate drzewka w sadzie, a potem przyglądałam się im jak kwitną, siedząc w wiklinowym fotelu na drewnianej, obszernej, zacienionej dachem werandzie, rozkoszując się zapachami rozgrzanej słońcem ziemi, pobliskich pól i lasów; pojadając truskawki z bitą śmietaną z porcelanowej, białej miseczki i nasłuchując leniwie brzęczenia owadów buszujących w trawie i wśród kwiatów oraz śpiewu skowronków pod wysokim niebem. Od czasu do czasu zasiadały tu ze mną bliskie mi osoby. W przestronnym salonie czerniało uchylone skrzydło fortepianu. Na ścianach wisiały moje ukochane, stare obrazy, a okna przesłonięte cieniutkimi jak muślin, białymi firankami i przyozdobione po bokach delikatnymi zasłonami w pastelowe, różane wzory rozjaśniały ten mój wiejski dom. Wieczorami, gdy ciepłe światło świec rozpraszało mrok, grywałam nokturny Chopina dla przyjaciół...".
Wciąż wracam tam, ten świat wciąż jest i trwa. I ciepłe światło świec. I mrok. I muzyka. I zapach nocy.
Śpijcie dobrze, gwiazdy na niebie. Dobranoc.
Prząśniczka
środa, 13 maja 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)