Wróciłam.
Jest w takim pisaniu coś, co przyciąga.
Próbuję oswoić się z materią tego bloga. Spoglądam krytycznym okiem: nie ma mojego zdjęcia i nie wiem, jak to zrobić. Sprawdzam też różne opcje, ustawienia. Przeszukuję zawartość, wędruję, klikam - za każdym razem obawiając się, że coś mi wybuchnie, zniknie bezpowrotnie, że coś zepsuję. Mój przyjaciel śmieje się ze mnie - Strach ma wielkie oczy! Za kilka dni minie, przyzwyczaję się.
O wiele łatwiej jest z wrzecionem. Gdy tylko biorę je do ręki - Pan Strach znika.
"U prząśniczki siedzą, jak anioł dzieweczki,
przędą sobie, przędą jedwabne niteczki"
No, tak. Tamta prząśniczka miała dużo nitek, bo wysnuwały je dzieweczki. U mnie nie siedzą dzieweczki, a nitek mam też niemało. Zwłaszcza ta jedna, taka długa. Nić mojej pamięci, która sięga czasu, o którym nie powinnam nic wiedzieć. Ludzka pamięć zwykle tak daleko nie sięga.
Wracam do mojej opowieści, do Allegry i naszego spotkania w tamten magiczny wieczór:
"W trakcie rozmowy rzuciła mimochodem: "o, właśnie przeszedł mi po nogach". Od czasu do czasu tak robił. Przemieszczając się obok niej nie zadawał sobie trudu, by ominąć jej nogi, a ona czuła wówczas w tym miejscu zimny powiew i mrowienie skóry. Przez moment. "Całkiem miłe towarzystwo" - zdążyłam pomyśleć, gdy nagle tuż nad jej bosą stopą zobaczyłam przesuwającą się poziomo w powietrzu "białą końcówkę stopy ducha", która minąwszy stopę szybko znikła. To śmieszne, bo wyglądała dokładnie tak, jak na dziecięcych rysunkach. Taka jasna mgła, siwiuteńki dymek, zakończony spiczastym czubkiem. Zaraz potem przed moimi oczyma dosłownie wyrosła postać mężczyzny, a dokładniej rzecz biorąc - starca, który bardzo powoli i rzekłabym, ostrożnie stawiając kroki, zmierzał w kierunku kąta z kwiatami. Wydawało się, że pochłonięty własną wędrówką nie zwraca na nas najmniejszej uwagi. Miał w sobie coś dostojnego, niemal surowego, co wynikało być może po części z jego wyglądu, był bowiem bardzo wysoki i szczupły, wręcz chudy. Pod jego zwiewną, jasnoszarą, jakby utkaną z dymu szatą ujrzałam zarys nienaturalnie kościstych i mocnych, podobnych do dwóch belek ramion. Szedł wolniutko, lekko pochylony do przodu, sprawiając wrażenie zgarbionego, chociaż jego plecy były idealnie proste. Trudno mi było dostrzec jego twarz, bo przesuwał się przede mną jakoś bokiem. Zdążyłam tylko zauważyć, że na ramiona opadają mu kosmyki prostych, mocno przerzedzonych, białych od siwizny włosów. Znikł równie niespodziewanie, jak się pojawił. Zadziwiający staruszek albo starzec. Przespokojny. Emanujący dobrze wyczuwalnym ciepłem.
Już wiedziałam skąd pochodzi to przyjemne ciepło, którym wypełniony był cały pokój. A duch, przewędrowawszy spokojnie do kąta pod oknem, zaszył się wśród ogromnych kwiatów i już tam pozostał. Wyglądało na to, że upodobał sobie ten kąt (co zauważył również "specjalista"). Jednak nie znikł zupełnie."
Ciąg dalszy nastąpi, może już jutro.
Do zobaczenia.
Prząśniczka
środa, 18 lutego 2009
wtorek, 17 lutego 2009
Wróciłam...
...chociaż jeszcze trochę niepewnie się czuję. Hm... wątki w koszyku jednak czekają, nie wolno mi dłużej zwlekać, a więc:
"Kręć się, kręć, wrzeciono, wić się tobie, wić
Ta pamięta lepiej, której dłuższa nić"
Prządki, siedzące w kole, pośrodku drewnianej chaty, za oknem śnieg - jak dzisiaj. Miarowy stukot wrzecion... Ta pamięta lepiej, której dłuższa nić. Nici pamięci, nici i ścieżki czasu. Czasami splątane... Nić mojej pamięci pewnego razu okazała się zadziwiająco długa. Nawet nie podejrzewałam, że może tak być. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. I nie było wtedy śniegu za oknem. Było lato.
Oto opowieść, którą spisywałam przez wiele miesięcy. Długa opowieść. A zaczyna się tak:
"Najpierw pojawił się duch. Był jak forpoczta.
W powietrzu tego wieczora wisiało coś magicznego. Niemal pośpiesznie zajęłyśmy miejsca na dużych, skórzanych, kolorowych kanapach ustawionych naprzeciwko siebie, rozpoczynając naszą rozmowę tak, jak robią to przyjaciółki, które właśnie wróciły do przerwanych przed chwilą zwierzeń. Było lato. Za oknami szalała burza z piorunami i lało, jak z cebra. Porywisty wiatr łamał gałęzie drzew. W pokoju na pięterku panował ciepły, przytulny półmrok i pachniało świeżo upieczoną przez Allegrę szarlotką, która szybko znikała z talerza, postawionego na niskim stoliku pomiędzy kanapami, ale niespokojny świat zza okien co chwila dawał znać o sobie niepokojącymi blaskami i upiornym łoskotem błyskawic.
Gadałyśmy, jak najęte. O wszystkim. O życiorysach, o pracy i miłościach, o rodzinie, o terapii i medycynie, ale przede wszystkim - o duchach. W tej niesamowitej scenerii, przy akompaniamencie piorunów, Allegra opowiedziała mi o swoich przygodach z duchami w poznańskiej farze, wspomniawszy również i o tym, że tu, w jej domu, mieszka sobie duch, którego "wykrył" pewien jej znajomy - jak go nazywa - "specjalista od duchów". Nigdy dotąd, z powodu swojego niezwykle racjonalnego umysłu, nie potrafiła zaakceptować istnienia takiego zjawiska, jak obecność ducha w domu. Owszem, coś tam się działo czasami, od kiedy tu zamieszkała, ale zastanawianie się nad tym nie leżało w jej zwyczaju. Jednak to, na co nie zwracała do tej pory większej uwagi, nie było wcale takie oczywiste, jak jej się wydawało, bo jak wytłumaczyć chociażby trzeszczenie podłogi, po której nikt nie chodzi, włączanie się odtwarzacza CD w pokoju na piętrze, w którym nie ma nikogo, czy to, że w łazience światło nagle zapala się lub gaśnie bez niczyjej pomocy? Niewątpliwie, od kilku miesięcy miała w swoim domu czyjeś towarzystwo. (...)"
Cóż, pora odłożyć wrzeciono. Za oknem noc, wirują płatki śniegu. Cisza. Pora na sen.
Wrócę tu jutro. Wiem, że wrócę.
Dobranoc. Śpij dobrze świecie, daleki i bliski.
Prząśniczka
"Kręć się, kręć, wrzeciono, wić się tobie, wić
Ta pamięta lepiej, której dłuższa nić"
Prządki, siedzące w kole, pośrodku drewnianej chaty, za oknem śnieg - jak dzisiaj. Miarowy stukot wrzecion... Ta pamięta lepiej, której dłuższa nić. Nici pamięci, nici i ścieżki czasu. Czasami splątane... Nić mojej pamięci pewnego razu okazała się zadziwiająco długa. Nawet nie podejrzewałam, że może tak być. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. I nie było wtedy śniegu za oknem. Było lato.
Oto opowieść, którą spisywałam przez wiele miesięcy. Długa opowieść. A zaczyna się tak:
"Najpierw pojawił się duch. Był jak forpoczta.
W powietrzu tego wieczora wisiało coś magicznego. Niemal pośpiesznie zajęłyśmy miejsca na dużych, skórzanych, kolorowych kanapach ustawionych naprzeciwko siebie, rozpoczynając naszą rozmowę tak, jak robią to przyjaciółki, które właśnie wróciły do przerwanych przed chwilą zwierzeń. Było lato. Za oknami szalała burza z piorunami i lało, jak z cebra. Porywisty wiatr łamał gałęzie drzew. W pokoju na pięterku panował ciepły, przytulny półmrok i pachniało świeżo upieczoną przez Allegrę szarlotką, która szybko znikała z talerza, postawionego na niskim stoliku pomiędzy kanapami, ale niespokojny świat zza okien co chwila dawał znać o sobie niepokojącymi blaskami i upiornym łoskotem błyskawic.
Gadałyśmy, jak najęte. O wszystkim. O życiorysach, o pracy i miłościach, o rodzinie, o terapii i medycynie, ale przede wszystkim - o duchach. W tej niesamowitej scenerii, przy akompaniamencie piorunów, Allegra opowiedziała mi o swoich przygodach z duchami w poznańskiej farze, wspomniawszy również i o tym, że tu, w jej domu, mieszka sobie duch, którego "wykrył" pewien jej znajomy - jak go nazywa - "specjalista od duchów". Nigdy dotąd, z powodu swojego niezwykle racjonalnego umysłu, nie potrafiła zaakceptować istnienia takiego zjawiska, jak obecność ducha w domu. Owszem, coś tam się działo czasami, od kiedy tu zamieszkała, ale zastanawianie się nad tym nie leżało w jej zwyczaju. Jednak to, na co nie zwracała do tej pory większej uwagi, nie było wcale takie oczywiste, jak jej się wydawało, bo jak wytłumaczyć chociażby trzeszczenie podłogi, po której nikt nie chodzi, włączanie się odtwarzacza CD w pokoju na piętrze, w którym nie ma nikogo, czy to, że w łazience światło nagle zapala się lub gaśnie bez niczyjej pomocy? Niewątpliwie, od kilku miesięcy miała w swoim domu czyjeś towarzystwo. (...)"
Cóż, pora odłożyć wrzeciono. Za oknem noc, wirują płatki śniegu. Cisza. Pora na sen.
Wrócę tu jutro. Wiem, że wrócę.
Dobranoc. Śpij dobrze świecie, daleki i bliski.
Prząśniczka
poniedziałek, 16 lutego 2009
Powitanie.
Cześć, to ja, Prząśniczka.
Z natury jestem nieśmiała i sama chyba nigdy nie odważyłabym się tu zawitać, rozgościć się na tych stronach, wśród nieznanych mi ludzi. Zwykle uciekam od hałasu, od tłumów, od ciekawskich oczu, od pytań. Ale zrobiłam to! I teraz czuję się, jakbym została wrzucona na głęboką wodę. Czym innym jest myślenie o tym, żeby utworzyć bloga, a czym innym - zrobienie tego. Kocham ciszę i spokój, muzykę, kwiaty. Nie czuję się zbyt pewnie w świecie komputerów. Spróbuję jednak jakoś sobie z tym poradzić, ponieważ przyświeca mi pewien cel.
Przyszłam tutaj, namówiona przez mojego serdecznego przyjaciela, który mnie dobrze zna i który wie, że noszę w swoim koszyku, oprócz wrzeciona, przeróżne, wysnute do tej pory wątki i opowieści. Noszę je już zbyt długo i żaden pożytek dla mnie z tego nie wynika. Ani dla nikogo innego. Pora więc wyjąć je z koszyka i zacząć się dzielić nimi ze światem, jeżeli światu one na coś się przydadzą.
Uff, zabawiłam w tym miejscu chyba zbyt długo. Wrócę tu jutro. Pozdrawiam,
Prząśniczka
Z natury jestem nieśmiała i sama chyba nigdy nie odważyłabym się tu zawitać, rozgościć się na tych stronach, wśród nieznanych mi ludzi. Zwykle uciekam od hałasu, od tłumów, od ciekawskich oczu, od pytań. Ale zrobiłam to! I teraz czuję się, jakbym została wrzucona na głęboką wodę. Czym innym jest myślenie o tym, żeby utworzyć bloga, a czym innym - zrobienie tego. Kocham ciszę i spokój, muzykę, kwiaty. Nie czuję się zbyt pewnie w świecie komputerów. Spróbuję jednak jakoś sobie z tym poradzić, ponieważ przyświeca mi pewien cel.
Przyszłam tutaj, namówiona przez mojego serdecznego przyjaciela, który mnie dobrze zna i który wie, że noszę w swoim koszyku, oprócz wrzeciona, przeróżne, wysnute do tej pory wątki i opowieści. Noszę je już zbyt długo i żaden pożytek dla mnie z tego nie wynika. Ani dla nikogo innego. Pora więc wyjąć je z koszyka i zacząć się dzielić nimi ze światem, jeżeli światu one na coś się przydadzą.
Uff, zabawiłam w tym miejscu chyba zbyt długo. Wrócę tu jutro. Pozdrawiam,
Prząśniczka
Subskrybuj:
Posty (Atom)