środa, 18 lutego 2009

Ciąg dalszy opowieści

Wróciłam.
Jest w takim pisaniu coś, co przyciąga.
Próbuję oswoić się z materią tego bloga. Spoglądam krytycznym okiem: nie ma mojego zdjęcia i nie wiem, jak to zrobić. Sprawdzam też różne opcje, ustawienia. Przeszukuję zawartość, wędruję, klikam - za każdym razem obawiając się, że coś mi wybuchnie, zniknie bezpowrotnie, że coś zepsuję. Mój przyjaciel śmieje się ze mnie - Strach ma wielkie oczy! Za kilka dni minie, przyzwyczaję się.

O wiele łatwiej jest z wrzecionem. Gdy tylko biorę je do ręki - Pan Strach znika.

"U prząśniczki siedzą, jak anioł dzieweczki,
przędą sobie, przędą jedwabne niteczki"

No, tak. Tamta prząśniczka miała dużo nitek, bo wysnuwały je dzieweczki. U mnie nie siedzą dzieweczki, a nitek mam też niemało. Zwłaszcza ta jedna, taka długa. Nić mojej pamięci, która sięga czasu, o którym nie powinnam nic wiedzieć. Ludzka pamięć zwykle tak daleko nie sięga.

Wracam do mojej opowieści, do Allegry i naszego spotkania w tamten magiczny wieczór:

"W trakcie rozmowy rzuciła mimochodem: "o, właśnie przeszedł mi po nogach". Od czasu do czasu tak robił. Przemieszczając się obok niej nie zadawał sobie trudu, by ominąć jej nogi, a ona czuła wówczas w tym miejscu zimny powiew i mrowienie skóry. Przez moment. "Całkiem miłe towarzystwo" - zdążyłam pomyśleć, gdy nagle tuż nad jej bosą stopą zobaczyłam przesuwającą się poziomo w powietrzu "białą końcówkę stopy ducha", która minąwszy stopę szybko znikła. To śmieszne, bo wyglądała dokładnie tak, jak na dziecięcych rysunkach. Taka jasna mgła, siwiuteńki dymek, zakończony spiczastym czubkiem. Zaraz potem przed moimi oczyma dosłownie wyrosła postać mężczyzny, a dokładniej rzecz biorąc - starca, który bardzo powoli i rzekłabym, ostrożnie stawiając kroki, zmierzał w kierunku kąta z kwiatami. Wydawało się, że pochłonięty własną wędrówką nie zwraca na nas najmniejszej uwagi. Miał w sobie coś dostojnego, niemal surowego, co wynikało być może po części z jego wyglądu, był bowiem bardzo wysoki i szczupły, wręcz chudy. Pod jego zwiewną, jasnoszarą, jakby utkaną z dymu szatą ujrzałam zarys nienaturalnie kościstych i mocnych, podobnych do dwóch belek ramion. Szedł wolniutko, lekko pochylony do przodu, sprawiając wrażenie zgarbionego, chociaż jego plecy były idealnie proste. Trudno mi było dostrzec jego twarz, bo przesuwał się przede mną jakoś bokiem. Zdążyłam tylko zauważyć, że na ramiona opadają mu kosmyki prostych, mocno przerzedzonych, białych od siwizny włosów. Znikł równie niespodziewanie, jak się pojawił. Zadziwiający staruszek albo starzec. Przespokojny. Emanujący dobrze wyczuwalnym ciepłem.
Już wiedziałam skąd pochodzi to przyjemne ciepło, którym wypełniony był cały pokój. A duch, przewędrowawszy spokojnie do kąta pod oknem, zaszył się wśród ogromnych kwiatów i już tam pozostał. Wyglądało na to, że upodobał sobie ten kąt (co zauważył również "specjalista"). Jednak nie znikł zupełnie."

Ciąg dalszy nastąpi, może już jutro.
Do zobaczenia.
Prząśniczka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz