Uff... ostatnia runda długiej, półtorarocznej walki wygrana! Przez chwilę mnie tu nie było. Wracam "z tarczą". Nie mogę uwierzyć, że o zwycięstwie zadecydowała jedna chwila. A może nie jedna?... Uważaj, czego pragniesz, bo możesz to mieć - jest takie powiedzenie. Ja tak bardzo pragnęłam zdobyć pieniądze na wydanie swojej opowieści, że w ostatnim czasie myślałam prawie bez przerwy o kwocie, która mogłaby uratować tą - wydawałoby się - skazaną na zagładę sprawę. I nagle, zupełnie nieoczekiwanie zdobyłam te pieniądze.
Mam poczucie, jakbym wywiodła w pole dwie czarownice, które mnie prześladowały i, wiedząc jakie mam plany, starały się uniemożliwić ich realizację. Pomagał im w tym kudłaty "zły". To było jak walka na śmierć i życie. Uratowała mnie siła moich myśli, siła pragnienia, marzenia, to że nie poddałam się zwątpieniu. Uciekłam z ciemnego lasu, w którym co krok czaiły się straszliwe pułapki. Wybiegłam na polanę, gdzie w pełnym słońcu stoi moja zaczarowana chatka.
Teraz jestem bezpieczna. Późnym wieczorem zasiadłam przy kołowrotku. Mogę dalej snuć wątki swoich opowieści. Wracam do tej ulubionej, bliskiej sercu, która już niebawem zagości na tym świecie, pójdzie między ludzi, niosąc im ze sobą wiele wrażeń, zadziwienia, może i otuchy?...
(...) "Czułam towarzyszącą towarzyszącą nam skupioną uwagę owego niecodziennego mieszkańca domu. Życzliwie obserwował nas poprzez bujne liście roślin i bardzo się cieszył z naszego spotkania z Allegrą tak, jakbyśmy "znowu się spotkały", a nawet jakbyśmy "nareszcie znowu spotkali się we troje", chociaż w tamtym momencie wydawało mi się to absolutnie dziwne i niezrozumiałe. Nasza znajomość z Allegrą nie wyszła jeszcze z powijaków, a duch był uradowany tak bardzo, jakby wreszcie spełniło się coś, na co bardzo długo czekał. Nie rozumiejąc tego, uległam jednak ogarniającym mnie niejasnym przeczuciom, że właśnie zaczyna się dla nas całkiem nowa sprawa, a jednocześnie wystarczy wyciągnąć rekę, by rozsunąć gęste załony, okrywające dotąd mrokiem tajemnice bliżej nieokreślonej przeszłości.
Na odchodnym przystanęłam, żeby przyjrzeć się domowi tonącemu w ciemnościach. Noc była czarna i gwiaździsta, wokół oddychał ciszą mroczny las. W powietrzu, czystym i rześkim po burzy, unosił się jeszcze zapach deszczu.
"I ty chcesz go sprzedać?" - pomyślałam ze zdziwieniem. "Przecież ten dom będzie trwał, a ty będziesz w nim mieszkać ze swoim mężczyzną". Szaman pojawił się już w jej życiu, co więcej - w bardzo romantycznych okolicznościach. Ze sposobu, w jaki o nim opowiadała wyczułam, że ta znajomość jest dla niej bardzo ważna, inna niż wszystkie. A duch? Wcale nie ma zamiaru się wynosić, wręcz przeciwnie - dopiero co się zadomowił!
"I będzie to dom pełen ciepła, miłości i spotkań z grupą ludzi, którzy będą z wami jakoś powiązani - może przyjaźnią..." - jeszcze raz w zamyśleniu popatrzyłam na dom, pogrążony w mroku nocy, której ani trochę nie rozjaśniała swoim światłem blada tarcza księżyca, zawieszona wysoko na niebie, i podeszłam do furtki.
A potem nagle wszystko nabrało jakiegoś nieprawdopodobnego przyśpieszenia."
Na dziś opowieść skończona. Dobranoc.
Żegnam cię świecie, do jutra.
Prząśniczka
niedziela, 1 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz