...chociaż jeszcze trochę niepewnie się czuję. Hm... wątki w koszyku jednak czekają, nie wolno mi dłużej zwlekać, a więc:
"Kręć się, kręć, wrzeciono, wić się tobie, wić
Ta pamięta lepiej, której dłuższa nić"
Prządki, siedzące w kole, pośrodku drewnianej chaty, za oknem śnieg - jak dzisiaj. Miarowy stukot wrzecion... Ta pamięta lepiej, której dłuższa nić. Nici pamięci, nici i ścieżki czasu. Czasami splątane... Nić mojej pamięci pewnego razu okazała się zadziwiająco długa. Nawet nie podejrzewałam, że może tak być. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. I nie było wtedy śniegu za oknem. Było lato.
Oto opowieść, którą spisywałam przez wiele miesięcy. Długa opowieść. A zaczyna się tak:
"Najpierw pojawił się duch. Był jak forpoczta.
W powietrzu tego wieczora wisiało coś magicznego. Niemal pośpiesznie zajęłyśmy miejsca na dużych, skórzanych, kolorowych kanapach ustawionych naprzeciwko siebie, rozpoczynając naszą rozmowę tak, jak robią to przyjaciółki, które właśnie wróciły do przerwanych przed chwilą zwierzeń. Było lato. Za oknami szalała burza z piorunami i lało, jak z cebra. Porywisty wiatr łamał gałęzie drzew. W pokoju na pięterku panował ciepły, przytulny półmrok i pachniało świeżo upieczoną przez Allegrę szarlotką, która szybko znikała z talerza, postawionego na niskim stoliku pomiędzy kanapami, ale niespokojny świat zza okien co chwila dawał znać o sobie niepokojącymi blaskami i upiornym łoskotem błyskawic.
Gadałyśmy, jak najęte. O wszystkim. O życiorysach, o pracy i miłościach, o rodzinie, o terapii i medycynie, ale przede wszystkim - o duchach. W tej niesamowitej scenerii, przy akompaniamencie piorunów, Allegra opowiedziała mi o swoich przygodach z duchami w poznańskiej farze, wspomniawszy również i o tym, że tu, w jej domu, mieszka sobie duch, którego "wykrył" pewien jej znajomy - jak go nazywa - "specjalista od duchów". Nigdy dotąd, z powodu swojego niezwykle racjonalnego umysłu, nie potrafiła zaakceptować istnienia takiego zjawiska, jak obecność ducha w domu. Owszem, coś tam się działo czasami, od kiedy tu zamieszkała, ale zastanawianie się nad tym nie leżało w jej zwyczaju. Jednak to, na co nie zwracała do tej pory większej uwagi, nie było wcale takie oczywiste, jak jej się wydawało, bo jak wytłumaczyć chociażby trzeszczenie podłogi, po której nikt nie chodzi, włączanie się odtwarzacza CD w pokoju na piętrze, w którym nie ma nikogo, czy to, że w łazience światło nagle zapala się lub gaśnie bez niczyjej pomocy? Niewątpliwie, od kilku miesięcy miała w swoim domu czyjeś towarzystwo. (...)"
Cóż, pora odłożyć wrzeciono. Za oknem noc, wirują płatki śniegu. Cisza. Pora na sen.
Wrócę tu jutro. Wiem, że wrócę.
Dobranoc. Śpij dobrze świecie, daleki i bliski.
Prząśniczka
wtorek, 17 lutego 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz